nade mną i zamkniesz na moment oczy...

czegoś w torbie podręcznej pod fotelem. Grubas gapił się w okno.
unoszącą się na powierzchni w aureoli złotych włosów.
torebki. Zacisnął dłoń na cienkim portfelu. Otworzył go chciwie – i nic. Żadnego dowodu
Miała łzy w oczach. – A on mnie zostawił. Samą. A po śmierci Jennifer szukał ucieczki w
– Jestem zawodowcem – przypomniał mu i przeszedł przez poręcz. – A tam jest moja
Teraz wiedział już, dlaczego Jada była w stanie uprzedzić każdy jego krok. Zaschło mu w
Dziewczynkę?
Coś się poruszyło koło garderoby?
– Trzymaj się – powiedział, czując, że stara łajba nie wytrzymuje naporu wody.
komputera? Przejrzał dokumenty i zobaczył fotografię, amatorskie zdjęcie pięknej kobiety po trzydziestce, z długimi ognistokasztanowymi włosami opadającymi na oczy. Trzymała na biodrze dziecko, dziewczynkę. Mała zanosiła się śmiechem, z ciemnych kręconych włosów wysuwały się różowe wstążki. Kobieta, najprawdopodobniej Caitlyn Bandeaux, wyglądała na beztroską i szczęśliwą. Miała na sobie taką samą jak córka białą sukienkę bez rękawów, którą wiatr owinął jej wokół nóg. Stała na ogromnym trawniku przed domem sprzed wojny secesyjnej, zbudowanym z malowanego na biało drewna i cegieł. Niebo złowieszczo pociemniało, ale matka z dzieckiem zdawały się nie bać nadchodzącej burzy. Adam patrzył na zdjęcie przez dłuższą chwilę. Kolejna tajemnica do rozszyfrowania. Wsunął fotografię do kieszeni. - Powiedz mi wszystko, co wiesz na temat Josha Bandeaux - powiedział Reed i rzucił na biurko Morrisette cienką teczkę. Żując gumę, odwróciła się od komputera i spojrzała przez ramię. Migający ekran pokazywał zdjęcia bezwładnego i zdecydowanie martwego ciała Josha Bandeaux. - Możesz pominąć to, że był kutasem. To już wiem. - Chciałam dodać, że miał gadane i potrafił wzbudzić zaufanie, a potem to wykorzystać. Kolejny przykład zwyrodniałej południowej szlachetności. - Otworzyła papierową teczkę. - Co to jest? - Wstępny raport z autopsji. Bardzo wstępny. Nie ma tam nic, czego byśmy nie wiedzieli. Śmierć nastąpiła w przybliżeniu o pomocy. Na pierwszy rzut oka wygląda, że zmarł z wykrwawienia, być może od ran, które sam sobie zadał. Więcej dowiemy się, gdy już zakończą sekcję zwłok. - Opadł na zniszczony fotel stojący w boksie Morrisette i nie po raz pierwszy zauważył, jaki ma tu porządek. Wszystko na swoim miejscu. Na biurku rodzinne zdjęcia, w kącie paprotka, w starym kubku z wyblakłym napisem JEŚLI NIE LUBISZ GLIN, NASTĘPNYM RAZEM GDY WPADNIESZ W KŁOPOTY, DZWOŃ PO HIPISÓW długopisy i ołówki. Na wieszaku wisiała dżinsowa kurtka ozdobiona sztucznymi brylancikami, a nad nią zatknięta czapeczka bejsbolowa drużyny Atlanta Braves. - Naprawdę nie wiem o nim zbyt wiele. - Zauważyła jego sceptyczne spojrzenie i dodała: - Naprawdę. Nie byłam z nim związana, ale poznałam go. Wiem, że dwa razy był żonaty. Reed nadstawił uszu. - Caitlyn Montgomery nie była jego pierwszą żoną? - Nie. - Morrisette odchyliła się na fotelu, bawiąc się ołówkiem. - Pierwsza miała na imię Maude. Maude Havenbrooke. Potem związał się z Caitlyn, która została żoną numer dwa. Potem najwyraźniej zamierzał się z nią rozwieść. - Z powodu planowanej żony numer trzy? Wzruszyła ramionami. - To plotki. Tylko razem mieszkali. - Skąd o tym wiesz? - Sprawdzałam go. Pamiętasz? W imieniu przyjaciółki, która potrzebowała informacji. - Jak ona się nazywa? Zawahała się. - To przesłuchanie w sprawie domniemanego morderstwa - przypomniał Reed i dostrzegł, jak Sylvie zaciska usta. - Millie. Millicent Torme. Jest mężatką, więc bądź dyskretny.
- Tak. - Ze wzrokiem utkwionym w wypalone papierosami plamy wyszeptała: - Wiem,
– Nie!
To jej słowa. Zamknęła oczy, spuściła głowę, zagubiona, zmieszana. Nigdy, naprawdę
powiedziała, że siedzi w samolocie do Los Angeles.

- Jak sarna widzisz, potrafię o was zadbać. Stworzę Henry'emu najlepsze warunki do rozwoju, dam opiekę i wy¬kształcenie, zapewnię mu pomoc najznakomitszych psycho¬logów. A ty nie będziesz musiała już do końca życia pra¬cować, będziesz mogła cały czas mieszkać w takich hote¬lach jak ten. Wszyscy będą zadowoleni.

kolację ? Albo na kawę? Następnym razem, kiedy będziesz w Nowym Orleanie?
wszechogarniającą wściekłością, która zaraz zburzy jego opanowanie.
– To bzdura.

własnej osobie, z rękami splecionymi na piersi, w lekkim rozkroku, między wielkimi

wyjdź stąd!
- W szafie jest walizka - poinformowała, nagle skłonna do pomocy. - Czy może przypadkiem to pani jest ciocią Tammy?
- Jednak znów jesteś gotowa zaryzykować, tym razem z Henrym.

– Widziałeś to? – zapytała i spojrzała w okno pełne nieba różowego o świcie.

- Mały Książę popatrzył zdumiony na Różę. Ona jednak w tej chwili udawała, że jest bardzo zajęta starannym
- I wtedy Maska pokazała ci się bez maski?
- Aha - przytaknęła wesoło, coraz bardziej ucieszona nieobecnością Ingrid.